„K5” – sekret Puszczy Niepołomickiej

(zaskakujące wyniki historycznego śledztwa poszlakowego)

Wczesną wiosną 1940r. do zajętej od 7.IX.1939r. przez okupanta składnicy amunicji Armii Kraków w Kłaju przyjechała duża grupa Niemców. Pojawienie się ekipy złożonej z osób w mundurach wojskowych, uniformach organizacji Todta oraz po cywilnemu wzbudziło zaciekawienie i niepokój wśród mieszkańców tej niewielkiej przypuszczańskiej wioski.
Niemcy kręcili się po okolicy, dokonywali pomiarów terenu i trasowali grunt w oparciu o przywiezione plany. W międzyczasie do stacji kolejowej w Kłaju zaczęły docierać transporty z maszynami do prac ziemnych oraz ściągać brygady pionierów Todta, oddziały Werkschutzu i Bahnschutzu, a w Targowisku zainstalowała się komórka III oddziału (kontrwywiadu) Abwehry; natomiast sołtysi okolicznych wiosek otrzymali polecenie wystawienia mieszkańcom nakazów pracy z narzędziami do prac ziemnych, wyrębu lasu i z furmankami.
Kłaj zamienił się w wielki plac budowy: budowano potężny (7 traków) kombinat tartaczny, rozbudowywano stację kolejową, składnicę amunicji, koszary. Budowano też kompleks dziwnych niewielkich obiektów w rejonie składnicy oraz „strzelnicę” (plac testowy) w lesie koło Łapczycy (?). W miarę postępu prac ściągano też i instalowano maszyny oraz organizowano i szkolono brygady robocze.
Interesujący nas obiekt, czyli zespół laboratoriów i pracowni amunicyjnych (nazwę go dla uproszczenia „K5”) rozpoczął działalność późną wiosną lub latem 1940r.
W „K5” pracowali tylko niemieccy wojskowi i cywile oraz volksdeutsche [1], Polaków dopuszczono jedynie do pracy w prochowni.
Niemieccy naukowcy oraz dowództwo składnicy zakwaterowani zostali w Pałacu Żeleńskich w Grodkowicach.
Jest rzeczą oczywistą, że istnienie placówki naukowo-badawczej w Kłaju objęte było ścisłą tajemnicą, była ona również chroniona w szczególny sposób poprzez odpowiednie rozmieszczenie służb i posterunków (szkic I).
Utworzenie „K5” wymusiło zmianę organizacji składnicy. Jako że obiekty placówki badawczej pobudowano w najlepiej izolowanym i najbezpieczniejszym miejscu, to znaczy pomiędzy koszarami i sztabem, a zapleczem administracyjnym i wartownią odcięto tym samym główną drogę dojazdową. Ułożono więc z bali sosnowych nową drogę przez bagna od strony wschodniej oraz wybudowano dwie bramy wjazdowe dla zaopatrujących się w składnicy.
„K5” i składnica były (wydaje się) oddzielnymi bytami, jednakże ściśle współpracowały ze sobą: np. „K5” korzystał ze środków transportu, z energii wytwarzanej w agregatorni składnicy, był ochraniany przez jej wartowników, używał do testów przechowywanego tu sprzętu uzbrojenia. Składnica natomiast korzystała z prochowni wykonując tam drobne remonty amunicji możliwe do przeprowadzenia w tak małym obiekcie, a dopuszczalne do wykonania w składnicy, jak np. wymiana ładunków w granatach moździerzowych, wymiana woreczków prochowych w łuskach haubicznych, wymiana zapłonników, przezbrajanie itp. Te prace wykonywane w prochowni były też świetnym kamuflażem dla innych nietypowych dla składnicy czynności (elaboracja).

Miejsce na placówkę doświadczalną wybrane zostało doskonale:

– przy składnicy amunicji z dostępem do jej zasobów i infrastruktury,
– pośród trudnych do przebycia bagien na których drwale kombinatu tartacznego wycięli drzewa    (niemożność biwakowania oddziałów partyzanckich),
– ochraniane przez wartowników na wieżach mających daleki wgląd w przedpole, a nocą oświetlone (brak możliwości skrytego podejścia do obiektu),
– otoczone dużą ilością wojska (kompania wartownicza składnicy + Werkschutz tartaku + drużyna Bahnschutzu + załoga radarowa) i strzeżone kontrwywiadowczo przez placówkę Abwehry (zlikwidowana VI.44r. przez partyzantów NOW)
– w bliskości Krakowa – stolicy polskiej nauki z nieograniczoną dostępnością do jej zasobów i pracowni naukowych [2],
– z pełnym dostępem do warsztatów fabryk i zakładów produkcyjnych [2]. Lepiej nie można było!

Niemcy oczywiście nie chwalili się prowadzoną w Kłaju działalnością i prawdę mówiąc nawet pracownicy prochowni nie do końca zdawali sobie sprawę z działań podejmowanych przez hitlerowskich naukowców – za zbytnie zainteresowanie trafiało się na gestapo i do obozów zagłady! (Prowokacja Markiewicza) [3].

[1] Do wiosny 1940r. sprowadzono do GG z rejonu Bug-Wisła okupowanego przez Sowietów ok. 25000 volksdeutschów – sprawozdanie F.W. Krügera o polityce przesiedleńczej w GG (Kraków 8.XI.39r.).
[2] Rozporządzeniem z 15.XI.1939r. przeprowadzono konfiskatę majątku polskiego na terenie GG.
[3] W wyniku tej prowokacji zorganizowanej prawdopodobnie przez komórkę Abwehry z Targowiska, a mającej na celu zdławienie ruchów niepodległościowych oraz zastraszenie tutejszej społeczności i pracowników składnicy wymordowanych zostało w katowniach gestapo i zesłanych do obozów zagłady 67 mieszkańców (głównie) Szarowa i Dąbrowy.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Wydaje się, że ów ośrodek doświadczalny nastawiony był na poprawianie charakterystyk bojowych amunicji i zmniejszenie kosztów walki [4]. Mam świadomość, że moja wiedza nie jest imponująca, spróbuję jednak dowieźć tej hipotezy w oparciu o eksponaty znalezione w okolicy „K5”:
Uszkodzona skorupa betonowej miny szrapnelowej StoMi-43 (zdj.1) – jak widać skorupa miny ma białe malowanie, a tymczasem miny malowane były farbą maskującą (khaki). Użycie białego, demaskującego malowania świadczyć może, że był to prototyp przeznaczony do kontrolowanego, obserwowanego zdetonowania.
Niezaformowana skorupa granatu obronnego (zdj.2,A) – nietrudno zauważyć, że jest to nieudolna replika sowieckiego granatu F-1 (B), Niemcy nie produkowały takich granatów. Granaty wychodzą z wytwórni i trafiają do składnicy zaformowane materiałem wybuchowym, a więc pusta skorupa nie miała prawa znaleźć się w składnicy. Skorupa posiada wadę wynikłą z rozsunięcia się formy podczas odlewania i z taką wadą nie przeszłaby kontroli technicznej w wytwórni; można więc przypuszczać, że skorupę odlała jakaś krakowska odlewnia (jako jedną z wielu) i dopiero tu w Kłaju została poddana kontroli technicznej, i jako nienadająca się do testów umieszczona w Magazynie Amunicji Doświadczalnej (MAD). Być może w „K5” testowano takie granaty i sprawdzano też inne rozwiązania? Faktem jest, że wiosną 1943r. do uzbrojenia Wehrmachtu zamiast nowych granatów wprowadzono nakładki odłamkowe na granaty trzonkowe wz.24.
Niezaformowana skorupa 81mm granatu moździerzowego (zdj.3) – granaty wychodzą z fabryki zaformowane materiałem wybuchowym, lecz ten na 100% zaelaborowany nie był. Granat na pewno był w strefie wybuchu (urwany statecznik) – co więc niezaformowana skorupa robiła w składnicy? Pod koniec wojny III Rzeszy bardzo doskwierał brak surowców i wtedy zaczęli stosować m.in. w granatach moździerzowych inne, słabsze materiały kruszące zastępując nimi trotyl. Niewykluczone, że próby z takimi „substancjami zastępczymi” prowadzono także w „K5”.
Niezaformowana skorupa 105mm granatu haubicznego (zdj.4) – jak powyżej niezaformowany granat nie miał prawa znaleźć się w składnicy, na pewno też był w strefie wybuchu (silne zbicie dna granatu). Jak widać na przykładzie skorupy szrapnela 75mm armaty (B) pierścień wiodący wykonany jest z miedzi (miedziane pierścienie stosuje się do dzisiaj), natomiast niemiecki granat 105mm (A) ma pierścień z jakiegoś jasnego, miękkiego stopu. Nie spotkałem się dotąd z informacją o stosowaniu takiej innowacji w czasie II wojny.
Wiadomym jest, że Niemcy przodowały w stosowaniu technologi zastępczych i być może placówka doświadczalna w Kłaju miała też w tym swój udział?
Opierając się na relacjach świadków dodać jednak należy, że w składnicy wytwarzano również niewielkie partie produktów, które szły na front. Chodziło zapewne o przetestowanie zastosowanych rozwiązań w warunkach bojowych.
W „K5” nie ograniczano się jedynie do prac nad amunicją, dowodem na to jest usytuowany przy dawnej bramie wjazdowej (poza terenem chronionym) prototyp niewykrywalnego i odpornego na zniszczenie schronu-magazynu amunicyjnego (zdj.5). Schron zbudowany jest w kształcie przypominającym podkowę, ma żelbetonowy strop przysypany ziemią (odporny na ostrzał) i grodzie magazynowe skonstruowane tak, by w przypadku eksplozji w którejś z nich impet wybuchu poszedł na zewnątrz, a amunicja w pozostałych grodziach ocalała. Nad strefą załadunkową rozpięta była siatka maskująca, a na jej końcu kotara maskująca na drucie. Samochód wjeżdżał pod siatkę nad strefą załadunkową, zaciągano kotarę z siatki maskującej i znikał.
Polacy nie mogli wchodzić do obiektów „K5” i nie jest możliwe uzyskać informacji o wyposażeniu pracowni amunicyjnych. Bardzo trudno też pozyskać eksponaty, ponieważ Sowieci zebrali wyposażenie specjalistyczne – coś jednak przeoczyli:
Część czopowa mosiężnego wału giętkiego w płaszczu stalowym (zdj.6,A) – wał został zniszczony wybuchowo. W „K5” używano silników elektrycznych, lecz ze względów bezpieczeństwa umieszczone one były na zewnątrz budynków, natomiast moment obrotowy przekazywany był za pośrednictwem (jak w tym przypadku) antyiskrowych stalowo-mosiężnych wałów giętkich – było to rozwiązanie bardzo nowatorskie. Na płaszczu wału zachowało się zabezpieczenie antywybuchowe w postaci cynowej uszczelki. Niemcy mogli wybrać rozwiązanie mniej skomplikowane np. zastosować przekładnię cięgnową pasową lub łańcuchową, czy wał odbioru mocy, lecz zdecydowali się na takie, najbezpieczniejsze rozwiązanie. Wałki giętkie do niedawna używane były rzadko, głównie w narzędziach specjalistycznych, obecnie są już stosowane powszechnie np. w kosach mechanicznych. Mosiężny element urządzenia (B) – mosiądz nie iskrzy, więc używa się go do prac przy amunicji. Chociaż widoczny na zdjęciu przedmiot stanowi dosyć dużą i złożoną część na żadnym z jego elementów nie ma wybitego znaku wytwórni, numeru serii czy stempla kontroli jakości. Oznacza to, że część ta nie została wyprodukowana, lecz wykonana na zamówienie w jednym egzemplarzu, co świadczy o unikatowości urządzenia z którego pochodzi. (Zdj.7 przedstawia brązowe koło zębate z jakiegoś urządzenia z „K5” zniszczonego wybuchowo i na tym elemencie wyprodukowanym w 1936r. są wybite cechy).
Pracownie laboratorium oświetlane były elektrycznie, lecz ze względów bezpieczeństwa lampy zainstalowane były na zewnątrz i świeciły do środka przez szyby okien (świetliki).

Zdj.8 – (A) Izolator ceramiczny firmy „Bavaria” (+ powiększony znak fabryczny), (B) aluminiowa wkrętka na bezpiecznik, oraz (C) bezpiecznik topikowy 6A/500V (+ powiększony opis miedzianego denka).

Skonstruowane prototypy, wprowadzone innowacje techniczne czy zastosowane nowe materiały wybuchowe testowano zazwyczaj na „strzelnicy” (placu testowym) w Łapczycy-Podlesiu. I chociaż nazwa „strzelnica”przylgnęła do tego miejsca, to jednak nie była to strzelnica – nie da się tu wyodrębnić osi czy strefy strzelań, nie ma też tutaj stanowisk strzeleckich, kulochwytów, przesłon pionowych itp.; nie był to też obiekt szkoleniowy – brak toru taktycznego, rzutni granatów, stanowisk instruktażowych itp., a więc obiekt ten nie był przeznaczony do szkolenia wojska. Znajdują się tu natomiast betonowe schrony (5 szt.), nasypy przeciwodłamkowe i podobne do stanowisk strzeleckich (brak przedpiersia) schrony ziemne. Przeznaczenie betonowych schronów nadal jest niewyjaśnione i nie można wykluczyć, że służyły także do obserwacji przedpola za pomocą lornet nożycowych. Mieszkańcy Łapczycy wspominają, że na „strzelnicę” przyjeżdżał różnoraki sprzęt bojowy włącznie z czołgami.
Chociaż plac testowy nie służył stricte celom szkoleniowym, to jednak w późniejszym okresie wykorzystywano go jako obiekt treningowy, ćwiczyli tam m.in. żołnierze z placówki rehabilitacyjnej w Brzeziu.[4] Niemcy cierpiały bardzo na brak surowców i np. H.Göring zezwolił na zdejmowanie dzwonów z kościołów i pozostawianie tylko jednego, zdejmowanie miedzianych dachów oraz rekwizycję sprzętu domowego z cyny, mosiądzu i miedzi. – Konferencja wydziałów GG z 15.II.1940r.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –

Wraz z sowieckim frontem zbliżał się kres hitlerowskiego panowania w Kłaju. Jeszcze jesienią 1944r. Niemcy zamelinowali nadmiar amunicji (głównie) w lesie przy torach na odcinku Szarów-Staniątki. Po okolicy kręciły się sowieckie grupy wywiadowcze, sowieckie samoloty dokonały zrzutu bomb na Kraków, Płaszów, Bochnię [5]. Logika nakazywała zbombardowanie składnicy, jednak na składnicę nie spadła ani jedna bomba, a później ani jeden granat artyleryjski?!
Nie ma takiej możliwości, by Sowieci nie wiedzieli o istnieniu składnicy, ani o tym co się w niej działo (ichni zwiadowcy współpracowali z naszymi partyzantami) – dlaczego więc składnica nie została zniszczona? (Niemcy próbowali to zrobić 3.IX.1939r.), na ocaleniu czego tak bardzo zależało Sowietom, że zrezygnowali z możliwości pozbawienia Niemców amunicji?
Można by było założyć, że Sowieci chcieli przejąć zgromadzone środki bojowe – ale po co, skoro z wielu rodzajów niemieckiej amunicji tylko granaty moździerzowe mogły być użyte przez nich w boju, a stanowiły one tylko niewielki procent składowanej amunicji. Zresztą Niemcy dobrze o tym wiedzieli i usunęli ze składnicy wszystką amunicję moździerzowa, a ostatnie trzy wagony z nią, których nie było już gdzie wywieźć (Kraków został zajęty poprzedniego dnia tj.19.I.1945r.) zniszczyli na stacji w Kłaju i za przystankiem kolejowym w Szarowie.
W dniu 20.I.1945r. Niemcy w popłochu opuszczają kłajski garnizon niszcząc według zaleceń „…wszystkie ważne dla wroga obiekty…” [6]. I tak w płn-zach. części składnicy podpalają podziemne zbiorniki paliwa i magazyn paliw i smarów, a w płd-zach. wysadzają wszystkie budynki tajnego laboratorium wraz z magazynem amunicji doświadczalnej (kilkadziesiąt magazynów z amunicją bojową i wiele innych obiektów pozostawiają nie niszcząc ich). Siła wybuchu była ogromna! Obiekty znajdujące się w strefie wybuchu zostały zmiecione z powierzchni ziemi, wyrzucona w powietrze „zawartość” MAD i odłamki uszkodziły wiele budynków składnicy, fala uderzeniowa poprzewracała drzewa, powyrywała okna i zdmuchnęła dachówki z budynków, natomiast po przejściu fali sejsmicznej zaobserwowano zapadnięcie się budynków w miejscowości Błoto (szkic II).
21.I.1945r. po wkroczeniu Sowietów w zabudowaniach składnicy skoszarowano grupę Rosjan, którzy oficjalnie zajmowali się rozminowywaniem i oczyszczaniem terenu; kiepsko jednak wywiązali się z tego zadania, bo do dzisiaj po okolicy rozrzuconych jest mnóstwo niewybuchów z MAD, bardzo trudno zaś natrafić na eksponaty wyposażenia „K5”?
Skrzętni mieszkańcy gminy wykorzystali obecność krasnoarmiejców i ich skłonność do trunków „kupując” od nich m.in. zdmuchnięte wybuchem dachówki których użyto do budowy domów, obór, stajni itp.
W 1957r. składnicę zwrócono polskim żołnierzom, jednak jeszcze w latach sześćdziesiątych w składnicy co jakiś czas pojawiali się sowieccy oficerowie. Cel tych wizyt nie jest mi znany.

Wiosną 1945r. na rozkaz Stalina w Związki Sowieckim powołano specjalne komisje, które miały zająć się zapoznaniem z osiągnięciami hitlerowskiej techniki wojskowej. Zapewne zanim powstały te komisje do wyższych dowódców wojskowych wpłynęły zalecenia, by „oszczędzać” miejsca związane z prowadzeniem przez Niemców prac badawczych. Na ile Sowieci zdołali zgłębić hitlerowską technikę wojskową nie wiadomo, faktem jednak jest że od lat pięćdziesiątych bardzo wyraźnie wzrosła sowiecka kultura technologiczna, a już w 1957r. jako pierwsi podbili kosmos umieszczając na orbicie satelitę Sputnik 1.[5] Meldunek dowódcy obszaru tyłowego GG z 2.XII.1944r. – Kraków (Tajne).
[6] Pismo dowódcy 9 armii N. von Vormanna do dowództwa grupy armii „Środek” z 27.VIII.1944r. – Kwatera polowa (Tajne).

Źródła: „Szkolnictwo w Dąbrowie i Szarowie” – Wojciech Smoter, Dąbrowa-Szarów 2002r.
„Powstań Polsko skrusz kajdany” – Zbigniew Siudak, Bochnia 2008r.
„Okupacja i ruch oporu w dzienniku H. Franka 1939-1945” – zbiorowa, Warszawa 1970r.
Zbiory Archiwum Wojskowego w Oleśnicy dotyczące 4 Rejonowej Składnicy Technicznej
„By czas nie zaćmił i niepamięć…!” – Tadeusz Urban, Samodzielność nr.12 z 2008r.
Relacje świadków wydarzeń.

Janusz Czerwiński

GALERIA ZDJĘĆ