O autorze

 

 Urodziłem się w Świątnikach Górnych, w biednej rodzinie robotniczej.

Byłem dzieckiem niesubordynowanym, chodzącym własnymi ścieżkami i bardzo ciekawym świata. Jako wiejski chłopiec poza nauką miałem mnóstwo obowiązków domowych i gospodarskich, jednakże starałem się je rzetelnie wypełniać, bo w zamian dostawałem swobodę, jakiej nie miały inne dzieciaki i mogłem swój wolny czas wykorzystywać w sposób taki, jaki uznałem za słuszny bez ingerencji rodziców w tę sferę. Tak więc robiłem długie wycieczki po okolicy, zaglądałem w miejsca omijane przez innych, robiłem różne doświadczenia i budowałem przemyślne konstrukcje, podglądałem przyrodę i marzyłem, że kiedyś zdobędę średnie wykształcenie i posiądę wiedzę, która pozwoli mi ten świat zrozumieć (zdj.1).

W szkole podstawowej przekazywaną mi wiedzę traktowałem wybiórczo i postrzegany byłem jako uczeń na średnim poziomie, lecz pod koniec VIII klasy (1977r.) zabłysnąłem, kiedy napisałem wypracowanie o przestrzeni kosmicznej i planowanym wystrzeleniu sondy Voyager 1 – pani od fizyki kazała mi przeczytać wypracowanie całej klasie i chociaż najwyższą oceną była wtedy 5, to postawiła mi 6. W podstawówce zetknąłem się też z ruchem harcerskim i bez wahania wstąpiłem do zuchów, potem do harcerstwa, a pod koniec szkoły byłem już tropicielem.

Po zakończeniu podstawówki stanąłem przed dylematem – co dalej robić?

Żyliśmy wtedy w skrajnej biedzie, rodzice dokonywali cudów, by zapewnić byt rodzinie (2+2)! Tata harował, jak wół – pracował jako sztancowy w Spółdzielni Metalowców „Przyszłość”, a po pracy wynajmował się do robót gospodarskich. Przychodził z pracy, jadł obiad i szedł kosić lub orać, wracał po zmroku, jadł kolację i szedł spać. Ja, żeby mieć jakieś kieszonkowe hodowałem króliki na skórki, zbierałem butelki po pijackich libacjach, sprzedawałem grzyby, maliny, borówki, łuskane orzechy, czasem udało się dopaść robotę na budowie – było bardzo ciężko! Wiedziałem, że rodzina nie udźwignie wydatków na dojazdy do miasta i wyposażenie szkolne dla mnie, więc zdecydowałem pójść do szkoły zawodowej w Świątnikach na ślusarza (zdj.2).

Po zawodówce „wyfrunąłem” z domu. Wraz z kolegą Bogdanem S. dostaliśmy pracę w Hucie im. Lenina na wydziale P 63 (walcownia rur) i lokum w hotelu robotniczym na Wzgórzach Krzesławickich. Przy przyjęciu zapytałem o możliwość kontynuowania nauki; poinformowano mnie, że muszę mieć zgodę zakładu pracy, a to szybko nie nastąpi. W pracy szybko zgraliśmy się z załogą i zdobyliśmy sympatię majstra. Pewnego razu zwierzyłem mu się z moich pragnień i ten doradził mi, żeby wstąpić do ZSMP, że oni może mi pomogą? I tak zrobiłem, lecz przewodniczący oznajmił mi, że będzie to możliwe dopiero po 5 latach pracy (zdj.3).

W hucie zaczęły się „protesty sierpniowe 1980”, było gorąco – milicja, ZOMO itd., przeżyłem pierwszy w życiu strajk, atmosfera była przygnębiająca. Niedługo potem powołano w hucie NSZZ Solidarność i od razu z kumplem przystąpiliśmy do związku (zdj. 4). Na którymś z protestów (chyba wiosną 81r.) wyznaczono mnie do straży przy bramie ( nie wiedziałem, że milicja prowadziła wtedy operację „Tygiel” i robili zdjęcia uczestnikom) i zaraz po tym proteście dostaliśmy powołania do wojska. Zdecydowałem się wykorzystać tę okoliczność i pomyślałem: „pójdę do szkoły chorążych, zdobędę tam średnie wykształcenie (może nawet zdam maturę?), a potem się zobaczy…? – wybrałem Szkołę Chorążych Służby Uzbrojenia i Elektroniki w Olsztynie.

Pojechałem na egzaminy dla kandydatów. Nie było łatwo dostać się do szkoły, lecz na egzaminach okazało się, że jestem dobrym biegaczem, a szkoła potrzebowała reprezentanta i udało się, zostałem kadetem.

Szkoła wojskowa to nie fraszka, musieliśmy zdobywać wiedzę ogólną, techniczną, taktyczną, pełnić warty i służby, odbywać ćwiczenia, a mnie dodatkowo dochodziły treningi. Ostro wziąłem się za naukę i treningi, i jeszcze tego roku pokazałem klasę wygrywając w sparingu z OSWL w Elblągu.

13 XII 1981r. wprowadzono stan wojenny, wywróciło to cały porządek – przerwano naukę i dostaliśmy inne zadania, wstrzymano przepustki, a najgorsze było to, że nie pojedziemy do domów na święta! Tęsknota za bliskimi przeradzała się powoli w apatię. Pomimo wszystko nie zrezygnowałem z treningów, osiągnąłem wysoki poziom sprawności i przodowałem w większości wojskowych dyscyplin (w trakcie nauki odznaczono mnie dwukrotnie złotą Odznaką Sprawności Fizycznej, a za osiągnięcia w nauce otrzymałem tytuł i odznakę Wzorowy Kadet). W maju 1982r., właśnie w Olsztynie odbyły się II Mistrzostwa Ośrodków Szkolenia Wojska Polskiego, wystawiono mnie do biegu przełajowego na 2.000m., no i zdobyłem złoto! (zdj.5) Wygrywałem też w 1983r. w Zamościu oraz w 1984r. w Elblągu i ustanowiłem swoisty rekord (do dziś nie pobity) trzykrotnego pod rząd zwycięstwa w mistrzostwach (zdj.6); wygrywałem też w wielu innych zawodach (też cywilnych) i tylko dwukrotnie nie udało mi się stanąć na najwyższym podium.

W 1982r. na apelu komendant szkoły oznajmił, że „każdy kadet powinien należeć do 2 organizacji” – wiadomo było o co chodzi, prestiż szkoły wymagał, by wszyscy kadeci byli członkami PZPR. Na szkole było 2 bezpartyjnych kadetów, ja i kolega z Jamielnika. Spotkaliśmy się, aby ustalić co powinniśmy zrobić i Bogdan Ł. zaproponował, by odnowić relacje z ZHP. Wojskowy Krąg Instruktorski przyjął nas z otwartymi rękami, bo brakowało instruktorów i od razu dostałem zadanie utworzenia 120 Harcerskiej Drużyny Obronnej w 12 SP. (zdj.7). Drużyna szybko rosła w siłę, organizowałem dzieciakom przemyślne zajęcia, zdobywanie sprawności i ta świeżo powstała drużyna już w następnym roku zdobyła Odznakę Chorągwianą (zdj.8).

Zbliżał się koniec szkoły, a ja nie miałem czasu na naukę, bo kiedy koledzy w wolnym czasie „wkuwali” do matury ja biegłem na trening lub na zbiórkę z moimi harcerzami. Sądziłem, że nie będę w stanie zdać matury, lecz szef sekcji WF ppłk Bolesław Staroń ciągle mnie do tego namawiał mówiąc: „Janusz ty jesteś zdolny chłopak, dasz sobie radę!”. Posłuchałem i przystąpiłem do egzaminu „z marszu”, i okazało się to nie takie trudne jak sobie wyobrażałem – zdałem maturę, ziściło się moje marzenie z dzieciństwa – dziękuję Panie Pułkowniku! (zdj.9)

Potem były zaliczenia z wiedzy wojskowej – oj dali mi popalić! Największe „tumany” zaliczały to bez problemów, a ja prawie ze wszystkiego miałem poprawki, lecz jakoś wybrnąłem. Odchodząc z uczelni, jako wzorowy kadet mogłem wybrać sobie jednostkę i wybrałem 6 DPD w Krakowie, opuszczałem szkołę jako bezpartyjny młodszy chorąży uzbrojenia.

Dostałem przydział do 8 Batalionu Zabezpieczenia, już na rozmowach wstępnych zakomunikowano mi, że „nie wyobrażają sobie, by obywatel chorąży nie był członkiem partii” i zaczęło się „doginanie” – obciążono mnie dwoma plutonami samochodowymi z mnóstwem sprzętu i olbrzymią odpowiedzialnością, dostawałem najtrudniejsze zadania i najgorszą robotę, ciągle gdzieś mnie wysyłano i oddelegowywano (zdj.10), za każdym razem dostawałem do szkolenia młody rocznik, nasyłano na mnie jakieś kontrole itd., oczywiście skończyła się też moja przygoda ze sportem (w desancie brałem udział tylko w jednym starcie, który wygrałem). Wydaje mi się, że kadra wiedziała o mojej prywatnej wojnie z reżimem i skrajnie podzieliła się w stosunku do mnie; jedni okazywali mi ostracyzm, drudzy życzliwość i tych drugich było więcej! Natomiast wszyscy żołnierze trzymali ze mną sztamę.

Będąc na rozbudowie poligonu w Muszakach miałem do dyspozycji wykrywacz do min i poznałem zalety tego urządzenia. Namierzyłem tam nieistniejącą już dziś miejscowość Sadek, gdzie polskie rycerstwo ćwiczyło przed bitwą pod Grunwaldem i dokonałem pierwszych odkryć związanych z walkami odwrotowymi wojsk rosyjskich w bitwie pod Tannenbergiem w 1914r.

Przełomowym momentem mojej służby w desancie było ujawnienie sprawy oficera,  który dobierał się do mojego żołnierza. Oficera odsunięto od dowodzenia, a mnie zaczęto jeszcze mocniej dociskać. Tego już nie wytrzymałem i napisałem prośbę o zwolnienie z wojska, lecz wtenczas zaproponowano mi przeniesienie do składnicy w Kłaju. To mi pasowało, jestem pasjonatem przyrody, a przecież to Puszcza Niepołomicka – zgodziłem się bez wahania!

W Kłaju zakwaterowano mnie z rodziną na osiedlu wojskowym. Rozmowy wstępne z dowództwem jednostki miały podobny przebieg, jak w 8 batalionie, wyznaczono mnie na dowódcę 2 plutonu wartowniczego.

Moje wojsko było zaniedbane, wykorzystywano ich głównie do prac fizycznych w składnicy, wart i służb, panowała „fala”, postanowiłem to zmienić, zabrałem się ostro za szkolenie i edukację. Na początku było ciężko, o większość zajęć musiałem wykłócać się z dowództwem, a żołnierze odwykli od szkolenia stawiali opór. Z czasem jednak inni żołnierze zauważyli, że kiedy oni idą do pracy, to 2 pluton idzie na ćwiczenia i zaczęli im zazdrościć, i to był przełom, wartości się odwróciły. Miałem najlepszych żołnierzy w jednostce i to z mojego plutonu wyznaczana była kompania honorowa, moi podwładni byli najczęściej wyróżniani, lecz mnie ciągle omijały awanse, wyróżnienia i nagrody. (zdj.11 i 12)

29 I 1990r. rozwiązała się PZPR, jednak niewiele to zmieniło, bo jej członkowie nadal pozostawali na swoich stanowiskach, sitwa miała się dobrze! Przed przystąpieniem Polski do NATO zaczęła się redukcja w składnicy; wiedziałem, że będę pierwszy do „odstrzału”, więc żeby nie dać im satysfakcji napisałem prośbę o zwolnienie i w grudniu 1998r. odszedłem z wojska.

Po wojsku pracowałem w różnych zawodach, najczęściej jako ochroniarz, a ostatnio jako cieć.

Za odprawę z wojska kupiłem sobie wykrywacz do metali i rozpocząłem przygodę z dociekaniem historii. Wpadłem wówczas na pomysł, by zorganizować obwoźną wystawę, która wzbogacała by ogólną wiedzę o naszych ziemiach. Próbowałem zainteresować moim pomysłem różne instytucje, muzea, fundacje, samorząd ale bezowocnie, więc sam zabrałem się za realizację tej idei. Zgromadziłem eksponaty, wykonałem gabloty i opisy historyczne, i 19 I 2005r. rozpocząłem działalność wystawienniczą (zdj.13). Wystawa złożona była z 4 gablot z eksponatami z pól bitewnych I i II wojen światowych z planszami opisowymi (12 tematów), 4 gablotek z bezkręgowcami oraz 1 gabloty paleontologicznej i 1 etnograficznej (zdj.14 i 15). Wystawę udostępniałem nieodpłatnie na dowolny okres różnym placówkom, głównie szkołom i łącznie przez 7 lat odwiedziła 75 miejsc. W 2012r. musiałem zakończyć działalność ze względów finansowych (pracowałem wówczas za 5 zł na godzinę), eksponaty przekazałem placówkom muzealnym.

W międzyczasie rozpocząłem też działalność prelekcyjną w różnych ośrodkach, którą prowadzę nadal (zdj.16).

Od 2010r. zacząłem publikować w prasie artykuły o tematyce historycznej. Pierwsza publikacja ukazała się w „Samodzielności” w marcu 2010r.(zdj.17), potem nawiązałem współpracę jeszcze z kilkoma innymi redakcjami i ukazywało się tego wiele, jednakże na początku 2014r. stała się rzecz dziwna – bez podania konkretnych przyczyn redakcje zaprzestały publikacji moich materiałów?! Nie ugięła się tylko „Ziemia Bocheńska”, która drukowała moje artykuły aż do zawieszenia działalności (zdj.18) – Bardzo dziękuję redaktorowi Piotrowi Skoczkowi za niezłomność!

Nie mogłem już publikować w prasie, więc postanowiłem skorzystać z internetu i tak powstała niniejsza strona oraz strona z edukacyjnymi trasami rowerowymi. Obecnie piszę też artykuły do lokalnego rocznika historycznego „Wędrówki Dalekie i Bliskie” (zdj.19).

Moja aktywność w różnych dziedzinach zaowocowała mnóstwem odkryć, ustaleń i innowacji, nie jestem w stanie wymienić wszystkiego, ale te najważniejsze to:

Historia
– odnalezienie szczątków myśliwca P.11c ppor. Wacława Króla oraz ustalenie przebiegu i wyników bitwy powietrznej,
– namierzenie miejsca katastrofy myśliwca Messerschmitt Bf 109 w Zabierzowie Bocheńskim,
– ustalenie faktów katastrofy myśliwca Messerschmitt Bf 109 w Łapczycy,
– namierzenie grobu sowieckiego skoczka-wywiadowcy NN. w Puszczy Niepołomickiej i ustalenie przebiegu zdarzeń,
– odkrycie istnienia w składnicy w Kłaju niemieckiej tajnej pracowni amunicyjnej i opisanie jej funkcjonowania,
– ustalenie i opisanie historii niemieckiego tartaku „Sägewerk Klaj”,
– odkrycie powodu zatrzymania w dniu 6 IX 1939r. części niemieckiej 2 DPanc na linii Raby,
– odnalezienie legendarnej „kropielnicy” ks. Józefa Motyki,
– wyjaśnienie historii stanowiska „Na Zbóju” w Poszynie.

Prehistoria
– odkrycie kopca Krakusa w Słupi i opisanie historii pogańskich kopców,
– odkrycie cmentarzysk kurhanowych w Brzeziu i Staniątkach, grodów w Stradomce i Brzeziu, warowni w Łapczycy Raj, Ostręgowcu i Gruszkach (i innych) oraz opisanie historii i organizacji społecznej Wenedów i Wiślan w okręgu grodowym Chełm.

Biologia
– odkrycie 2 nieznanych gatunków zawilców,
– stwierdzenie występowania żaby dalmatyńskiej na terenie Nadrabia.

Etnografia
– odkrycie i opisanie zjawiska „budownictwa dachówkowego”.

Historia naturalna
– odkrycie wizerunku „Głowy Perkuna” na Wielkim Kamieniu w Paprotnej,
– odkrycie krateru meteorytowego w Cichawie.

Etymologia
– wyjaśnienie pochodzenia nazw Kraków, Wieliczka, Kłaj i wielu innych toponimów.

Turystyka
– wprowadzenie tras rowerowych w formie ósemek i spiral.

Niektóre z moich aktywności zostały zauważone i w 2019r. prezydent Andrzej Duda przyznał mi srebrny krzyż zasługi.