Ostatnie lądowanie

Był ciepły i pogodny, wrześniowy dzień 1944r. Na łapczyckim zagonie p. Góral zawłóczał końmi posiane zboże, gdy nagle około 14.45 w sielską ciszę zaczął wdzierać się narastający ryk silników lotniczych.
Od Krakowa na wschód leciała potężna niemiecka wyprawa bombowa w osłonie myśliwców. Mieszkańcy Łapczycy powybiegali z domów, by przyglądać się ze zdziwieniem tej niecodziennej defiladzie.
Samoloty minęły Łapczycę i kiedy osiągnęły Bochnię (os. Kolanów) myśliwiec lecący na czele wyprawy nagle zadymił i zawrócił kierując się na lotnisko w Pobiedniku.
Samolot przeleciał nad Cikowicami, Stanisławicami – lecz z maszyny wydobywał się coraz gęstszy dym i pilot obawiając się że nie przeleci puszczy nad którą nie ma szans ratunku zawrócił nad Kłajem zurück na Łapczycę szukając miejsca do lądowania. Tuż przed kościołem pw. Narodzenia Najświętszej Marii Panny w Łapczycy pilot wypuścił podwozie i zaczął gwałtownie zniżać lot, tak że o mało nie zahaczył o kościelną wieżyczkę. P. Góral widząc że maszyna celuje prosto w jego pole zaciął konie batem i pognał pędem pod górę, a za plecami usłyszał potężny huk!
Podwozie lądującego awaryjnie myśliwca zaczepiło o miedzę i oderwało się od kadłuba, a samolot w kłębach dymu zarył się w rolę; pilot zwisał bezwładnie na pasach.
Zdarzenie obserwowali mieszkańcy Łapczycy i Cikowic. W grupie obserwatorów z Łapczycy znaleźli się bracia Antoni i Marian Lisak. Antoni postanowił pomóc lotnikowi i pomimo ostrzeżeń i protestów zgromadzonych pobiegł do samolotu. Kiedy dobiegał do myśliwca oprzytomniały pilot odpinał właśnie pasy i wtedy nagle nastąpił wybuch paliwa. Cała maszyna stanęła w płomieniach i zaczęła eksplodować amunicja pokładowych kaemów – nic już nie można było zrobić!
Antoni Lisak był wówczas żołnierzem 12pp AK Ziemi Bocheńskie, lecz w znajdującym się w opresji niemieckim lotniku nie widział w tym momencie wroga, ale człowieka potrzebującego pomocy.
W tym czasie z kierunku Bochni nadleciał samolot i zatoczył koło, by w prześwitach między kłębami czarnego dymu sfotografować miejsce katastrofy.
Po pewnym czasie z Kłaja na motocyklach przyjechali niemieccy żołnierze i szczelnie obstawili teren nie dopuszczając osób postronnych do miejsca zdarzenia. Powoli zjeżdżało się coraz więcej Niemców i byli bardzo mili (?), dawali nawet dzieciom czekolady by te opowiadały im o wypadku. Odnaleźli też Antoniego Lisaka i poklepali go po ramieniu mówiąc, że mają go na zdjęciach i gdyby udało mu się uratować tego pilota, to „do końca życia niczego by mu nie brakło” (?)
Dziś jedynie wspomnienia z zakamarków ludzkiej pamięci świadczą o tym zdarzeniu, ponieważ po dopaleniu się samolotu Niemcy zebrali wszystkie jego szczątki, a pole na którym doszło do katastrofy jest nadal orne.

Dziękuję za podzielenie się swoją wiedzą naocznym świadkom zdarzenia p. Marianowi Lisakowi z Łapczycy i p. Marianowi Kwincie z Cikowic,oraz za pomoc p. Marzenie Nanek z Cikowic.

Janusz Czerwiński

GALERIA ZDJĘĆ